Kolejny rok minął, szybciej niż by się chciało...
Co najbardziej cieszy?
Kolejne zdobyte doświadczenia, spotkania z ciekawymi ludźmi,
wartościowe znajomości. Przekonanie, że są tacy co myślą i czują podobnie:)
Satysfakcja z pracy.
Bitwy wygrane samemu ze sobą. Chwile, gdy dominowały
pozytywne uczucia, wartościowe emocje.
Odkrywanie kolejnych stopni prawdy o świecie, o sobie.
Czego żal mi najbardziej?
Obejrzanej trzeciej części z trylogii „Hobbita”, bo nie
będzie już na co czekać w tym roku. Kolejny raz dochodzę do wniosku, że nie
sama przyjemność sprawia najwięcej frajdy ale oczekiwanie na nią. Magiczne jest
odliczanie kolejnych miesięcy, rezerwowanie biletów, wyjazd przed czasem, żeby
tylko się nie spóźnić, moment kiedy gasną światła i zaczyna się magia. Czas, w
którym odrywamy się od rzeczywistości i dwie godziny z okładem żyjemy przygodami swoich ulubionych bohaterów. Przykro, gdy pojawiają się napisy…
Nie znam piękniejszej bajki niż „Hobbit” i „Władca Pierścieni”,
ponadto sfilmowanej z takim rozmachem. Znacie?
Żal mi też utraty pewności, że żyjemy w spokojnych i
bezpiecznych czasach. Na świecie zawsze były konflikty ale póki nie pojawiły
się tak blisko nas, wydawały się mało realne, wirtualne wręcz. Teraz zagrożenie
zapukało da naszych drzwi i przewartościowało
świat. W tym roku już nic nie będzie takie samo. Priorytety zaczynają
się zmieniać…
Mimo wszystko wejdźmy w ten rok z nadzieją oraz wiarą w dobro, miłość i nasze boskie pochodzenie :)




