poniedziałek, 5 stycznia 2015

Hobbit, konflikty i nadzieje...






 Kolejny rok minął, szybciej niż by się chciało...

Co najbardziej cieszy?

Kolejne zdobyte doświadczenia, spotkania z ciekawymi ludźmi, wartościowe znajomości. Przekonanie, że są tacy co myślą i czują podobnie:)
Satysfakcja z pracy.
Bitwy wygrane samemu ze sobą. Chwile, gdy dominowały pozytywne uczucia, wartościowe emocje.
Odkrywanie kolejnych stopni prawdy o świecie, o sobie.

Czego żal mi najbardziej?

Obejrzanej trzeciej części z trylogii „Hobbita”, bo nie będzie już na co czekać w tym roku. Kolejny raz dochodzę do wniosku, że nie sama przyjemność sprawia najwięcej frajdy ale oczekiwanie na nią. Magiczne jest odliczanie kolejnych miesięcy, rezerwowanie biletów, wyjazd przed czasem, żeby tylko się nie spóźnić, moment kiedy gasną światła i zaczyna się magia. Czas, w którym odrywamy się od rzeczywistości i dwie godziny z okładem żyjemy przygodami swoich ulubionych bohaterów. Przykro, gdy pojawiają się napisy…
Nie znam piękniejszej bajki niż „Hobbit” i „Władca Pierścieni”, ponadto sfilmowanej z takim rozmachem. Znacie? 





Żal mi też utraty pewności, że żyjemy w spokojnych i bezpiecznych czasach. Na świecie zawsze były konflikty ale póki nie pojawiły się tak blisko nas, wydawały się mało realne, wirtualne wręcz. Teraz zagrożenie zapukało da naszych drzwi i przewartościowało  świat. W tym roku już nic nie będzie takie samo. Priorytety zaczynają się zmieniać…

Mimo wszystko wejdźmy w ten rok z nadzieją oraz wiarą w dobro, miłość i nasze boskie pochodzenie :)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Ktoś podobny do mnie...



Opowiem wam bajkę:

    Pewnego dnia uczniowie zauważyli, że Mistrz przygląda im się z wyjątkową uwagą. Na pytanie uczniów o powód tych obserwacji, Mistrz wyjaśnił:
- Szukam kogoś, kto byłby taki sam jak ja. Kogoś podobnego do mnie, kto mógłby mnie zastąpić i komu przekażę całą swoją wiedzę i umiejętności. 

Ponieważ Mistrz był łysy, z zarysowanym brzuszkiem, zawsze pogodny i chodził w lekko znoszonym ubraniu oraz starannie wyczyszczonych butach, następnego dnia na porannej medytacji wszyscy uczniowie mieli ogolone głowy i wyczyszczone buty. Otyli zaczęli się odchudzać a chudzi więcej jeść. Wszyscy byli w Mistrza wpatrzeni, gdy on ruszył ręką w lewo- wszyscy w lewo, gdy był wesoły wszyscy się uśmiechali, gdy był poważny wszyscy marszczyli czoła. A Mistrz był niezadowolony… 

Uczniowie natomiast byli coraz bardzie zdezorientowani. Każdy z nich myślał w duchu: „Przecież jestem dokładnie taki sam jak on i robię wszystko tak samo jak on.”

Aż kiedyś w szkole zjawił się nowy uczeń- wysoki, chudy, z długimi włosami, chodził w krótkich spodniach i boso. Gdy Mistrz ruszył ręką w lewo- on w prawo, gdy Mistrz w górę – on w dół. 

Wszyscy patrzyli na niego z dezaprobatą, a Mistrz był coraz bardziej zadowolony.
- Nareszcie ktoś podobny do mnie- mruczał, przyglądając się nowemu uczniowi.
- Jak to?- protestowali pozostali. – Przecież on jest zupełnie inny!
- Nie, jest dokładnie taki jak ja… Nikogo nie naśladuje.

Skróciłam trochę, mam nadzieję, że opowieść na tym nie straciła. Jest tak aktualna i prawdziwa , że szkoda by było:)
Nie jest łatwo być sobą, wędrować własną ścieżką. Ale z pewnością warto. Tylko tacy odważni  indywidualiści są naprawdę szczęśliwi  i spełnieni. A jeśli jeszcze towarzyszy temu czyste sumienie,  mają oni coś, czego wszyscy szukamy- spokój ducha:)