wtorek, 23 września 2014

"Co jeszcze mogłem dla ciebie zrobić?"




Usłyszałam niedawno świetny kawał. Nie wiem, czy wystarczająco śmieszny, żeby kogoś rozbawić, ale świetny swoją wymową i arcyciekawym przesłaniem. Przytaczam przefiltrowany przeze mnie, więc może nieco zmieniony, ale liczę, że sens pozostanie.

    W czasie olbrzymiej powodzi w zamęcie i chaosie jeden z ludzi wspina się na piętro swojego domu, w końcu dociera na dach, gdyż woda podchodzi coraz wyżej. Podpływa ponton i siedzący w nim ludzie krzyczą w jego stronę:
- Wsiadaj!
Na to mężczyzna odpowiada:
- Nie, Bóg mnie uratuje.
Za jakiś czas podpływa łódź i ponownie rozlegają się zachęty:
- Wsiadaj człowieku, bo utoniesz!
Pada ta sama odpowiedź:
- Zostaję tutaj, Bóg z pewnością mnie uratuje.
Po chwili pojawia się helikopter. Sytuacja jest coraz bardziej dramatyczna, woda podchodzi już do pasa mężczyzny. Z helikoptera rozlegają się krzyki:
- Człowieku, za chwilę utoniesz! Wsiadaj natychmiast do helikoptera!
I tym razem pada odmowna odpowiedź:
- Nie trzeba, Bóg mnie nie opuści. Uratuje mnie z pewnością.
Człowiek zostaje sam, woda sięga mu już do szyi, nie potrafi pływać więc zaczyna się krztusić i z rozpaczą woła:
- Boże! Tak Ci ufałem, prosiłem o Twoją pomoc. Dlaczego mnie zawiodłeś?
Rozlega się głos z góry:
- Wysłałem ci ponton, wysłałem ci łódź a w końcu helikopter! Co jeszcze mogłem dla ciebie zrobić?


No właśnie... Często czekamy na przejaw bardziej spektakularny, niezwykły i pozaziemski. Zapominamy, że Bóg przemawia do nas w sposób, który swoim umysłem zamkniętym w klatce materii, jesteśmy w stanie pojąć.
Jesteśmy przejawem Wieczności, będąc małym człowiekiem, jesteśmy częścią Bożego Zamysłu. Jesteśmy Jego fragmentem, mamy z Nim nieustanną łączność, tyle tylko, że nie umiemy słuchać, nie potrafimy dostrzegać w prostych wydarzeniach istnienia Wieczności.
O tyle dziwne, że będąc Nim, sami jesteśmy sprawcą ingerencji. Swoją myślą przyciągnęliśmy łódź a potem nie chcemy z niej skorzystać czekając na Cud:)


 

sobota, 16 sierpnia 2014

Dokąd zmierzamy?



     W zgiełku i chaosie pędzimy na oślep zaliczając kolejne dni. Odliczamy upływający czas, dzieląc go na godziny, tygodnie, miesiące. Oby do wieczora, weekendu, urlopu, wakacji, do dorosłości dzieci, żeby usamodzielniły się i nie trzeba się było o nie martwić... I nadchodzi ten wyczekiwany, upragniony moment a potem mija i... trzeba wyznaczać następny cel. Bo przecież gdy będziemy mieli tyle a tyle lat czy osiągniemy to czy tamto, to będziemy już w końcu szczęśliwi i spełnieni. Tylko, dlaczego jednak nie jesteśmy? Dlaczego przekraczamy ten wyznaczony punkt na linii czasu i nie odczuwamy zmiany wewnątrz, w swojej duszy? Tęsknota zostaje... I poczucie, że nadal coś jest przed nami, że czeka na odkrycie, że nadałoby to wreszcie sens, wyciszyło w sercu "jaskółczy niepokój". Co to takiego?
Może to przeczucie, a czasem nawet pewność, że świat fizyczny to nie wszystko? Że jest on iluzją, daną nam po to, byśmy mogli ćwiczyć ujarzmianie swoich zmysłów i pragnień?
Może to podświadoma pewność, że nie jesteśmy mali i bezbronni? Że stanowimy nierozerwalną część potęgi, która powołała nasz Wszechświat do życia? Że mamy wpływ na to, jak to nasze ziemskie życie się toczy?
Może czas pojąć, że nie jesteśmy tu po to, żeby zdyszani dobiec do celu, zaliczyć pewien etap, ale po to, by wędrować, dostrzegać, pojmować, radować się, poczuć swoją moc?

Dokąd zmierzamy?
Każdy z nas swoją własną drogą zmierza do Boga. Każda z tych dróg jest inna. Ale mają one jeden wspólny mianownik- otwarcie na drugiego człowieka w głębokim przeświadczeniu, że jesteśmy razem z nim nierozerwalną częścią większej całości. Świadomość tego faktu jest potężną mocą, która rozświetla nam drogę ku Światłości i wyłania z mroku ścieżkę...
Szukając odpowiedzi czytujemy Biblię, Bhagavad gitę, sutry, Koran, Torę, zaginione ewangelie czy teksty z Qumran. Każda z tych ksiąg budowała odmienną religię. Jest to o tyle absurdalne, że tylko połączone razem, jako uzupełniające się źródła wiedzy tworzą spójną wizję świata. Idea wyłaniająca się z tej wizji jest prosta: "Każde ludzkie szczęście jest stopniem do pogłębiania Boskiej miłości".
Zatem jesteśmy tu po to, by rozpoznać w ziemskim życiu tymczasowy przystanek na drodze ku Jedności. Czyli zostaliśmy powołani do szczęścia:)